Mimo że próbowałam udawać twardą, nie
udawało mi się to. Z kroku na krok byłam bardziej zestresowana. Nie kochałam
go, ale nie chciałam go zranić. Traktowałam go jak brata i nie chciałam tracić z nim kontaktu. Kiedy podniosłam głowę zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego
Wiktora. Widziałam, że cieszy się z naszego spotkania, przez co miałam coraz
więcej wątpliwości. No ale nie mogę przecież wiecznie go oszukiwać.
-Hej,
ślicznotko- powiedział wesoło i delikatnie mnie pocałował.
-Hej, hej-
to było wszystko, co w tej chwili umiałam z siebie wydobyć. Po chwili wzięłam
się jednak w garść i zaczęłam nieśmiało- Chciałabym z Tobą o czymś
porozmawiać...
-Mam się
bać?
-No
przyznam, że nie będzie to lekka rozmowa...
- Chodź,
usiądźmy gdzieś i zaraz dokończysz.
Szliśmy
tylko przez kilka minut, cztery, może pięć, ale wydawałoby się, że trwają wiele
godzin. Panowała niezręczna cisza, nie spoglądaliśmy na siebie, po prostu
szliśmy prosto. W pewnym momencie nie mogłam już wytrzymać, więc zaczęłam rozmowę:
-Słuchaj...
-No,
jesteśmy na miejscu. Myślę, że wiem o co chodzi, ale kontunuuj...
-Wiesz, że
ostatnio nie wszystko układa się tak, jakbym chciała. Przez to więcej myślę.
Doceniam to, że jesteś dla mnie takim ogromnym wsparciem, ale...
-Ale nie
jestem dla ciebie nikim więcej niż przyjacielem. Rozumiem. Od jakiegoś czasu czułem, że niedługo
przeprowadzimy taką rozmowę. Nigdy nie byłaś i na pewno nie będziesz mi
obojętna. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Niezależnie od tego, co
będzie się działo za kilka dni, miesięcy. Nie chcę Cię tylko stracić, bo tego
bym nie zniósł. Możesz mi to obiecać?
Oczy miałam
pełne łez, więc przytuliłam się do niego, żeby się uspokoić.
-
Obiecuję... Nie będzie to takie łatwe, bo wyprowadzamy się na Mazury, ale nie
chcę stracić z Tobą kontaktu.
Siedzieliśmy
tak objęci do wieczora. Czułam się bezpiecznie. Mimo że nie byliśmy już parą,
nadal byliśmy ze sobą blisko, może nawet bliżej niż wcześniej. Kiedy zaczynało
się coraz bardziej ściemniać, Wiktor odprowadził mnie do domu. Na pożegnanie
pocałował mnie w czoło i rzucił tylko: „Trzymaj się mała, jak coś to dzwoń!”.
Nie odpowiedziałam nic, tylko uśmiechnęłam się do siebie i weszłam do środka.
Rozejrzałam się po domu i uświadomiłam sobie, że za dwa tygodnie będę
musiała opuścić to miejsce. Miejsce przepełnione wspomnieniami dotyczącymi
mojej rodziny. Nie było mi z tym dobrze. To tutaj stawiałam swoje pierwsze
kroki, powiedziałam pierwsze słowo, codziennie się śmiałam, czasem płakałam. To
miejsce było częścią mnie. Poszłam prosto do swojego pokoju, ustawiłam budzik
na wcześniejszą godzinę, żeby rano wziąć szybki prysznic, rzuciłam się na
łózko i usnęłam.
Usłyszałam tylko ten irytujący dźwięk,
który oznajmił mi, że czas wstać. Ja jednak nie miałam ochoty, chciałam zostać
w łóżku i trochę się nad sobą poużalać. W głębi duszy wiedziałam, że to nie
jest dobre rozwiązanie i powinnam ruszyć swój tyłek, wyszykować się i wyjść do
szkoły.
Godzinę później siedziałam w swojej ławce,
czekając na pierwszy dzwonek. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, cały czas
czułam na sobie pełne pogardy i litości spojrzenia. Z całej tej nędznej, „elitarnej”
społeczności tylko Magda do mnie podeszła. Nawet Kasia, moja „przyjaciółka” nie
raczyła się do mnie odezwać. Jeden
szczery i ciepły uśmiech Madzi wystarczył, albym poczuła się lepiej.
- Zjedz coś.-
powiedziała, stawiając przede mną pudełko z owocami i kanapkę- Jeśli chcesz mogę
Ci skoczyć po kawę czy coś…
-Nie, nie,
nie trzeba- starałam się odwzajemnić uśmiech.
-Wiem, że
to trochę głupie pytanie, ale jak się trzymasz? Możesz się u mnie zatrzymać na
kilka dni, jeśli chcesz… Nie powinnaś teraz siedzieć sama.
-Dziękuję
bardzo, jesteś kochana, ale nie powinnam teraz zostawiać mamy samej.
-Jasne,
rozumiem. Ale pamiętaj, że możesz do mnie wpaść niezależnie od dnia i godziny-
znowu zobaczyłam te piękne, białe zęby, po czym Magda odeszła na swoje miejsce
wystraszona spojrzeniem nauczyciela, który właśnie pojawił się w sali.
Po skończonej lekcji poszłam do szafki, żeby odłożyć niepotrzebne
książki. Tam czekała na mnie miła niespodzianka. Kiedy ją otworzyłam, wyskoczył
na mnie ogromny pluszak, który w swoich miękkich łapkach trzymał pięknie
zdobioną kopertę. W środku znalazłam liścik:
„On będzie miał na Ciebie oko,
nie zapominaj o jednej ważnej rzeczy.
Czekam w parku o 18, ubierz się
ciepło, ofermo J.
Wiktor”
Ten mały gest sprawił, ze poczułam się
szczęśliwa i wyjątkowa. Pozwolił mi wytrwać przez te kilka godzin w szkole,
kiedy to co chwilę spoglądałam na różową karteczkę. Po zajęciach artystycznych
wzięłam maskotkę z szafki i popędziłam do domu, żeby się przebrać i pobyć
chwilę z mamą, może nawet z Antkiem. Po godzinie byłam już w drodze do parku.
Spotkaliśmy się tam, gdzie wczoraj. Choć wydawało się podobnie, wiele się
zmieniło. Wciąż jednak cieszyłam się, kiedy widziałam jego wesołą, uśmiechniętą
twarz, która witała mnie tak samo, bez względu na sytuację. Czułam, że to za
tym widokiem będę tęsknić najbardziej. Podbiegłam do mojego „brata” i rzuciłam
mu się na szyję.
Dobry sposób pisania. Nawet ciekawie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://zwariowany-swiat-nastolatek.blogspot.com/