Hej ! Mam na imię Patrycja. ; ) Na moim blogu będziecie mogli śledzić losy szesnastoletniej Julki, która przekonała się, że nic w życiu nie trwa wiecznie i że nie wszystko układa się po naszej myśli. Mam nadzieję, że sprostam Waszym oczekiwaniom. Z góry przepraszam na wszystkie błędy, których nie zauważyłam. ;- )
Życzę miłej lektury,
Patrycja.
Teraz już wiem, że wszytsko może zmienić się jednej chwili, nawet w najmniej oczekiwanym momencie... Doświadczyłam tego na własnej skórze. Do tej pory miałam wszystko, czego tylko chciałam. Ojciec miał własną,jak mi się do tej pory wydawało, dobrze prosperującą firmę, mama nie pracowała, bo nie musiała.
Był wtorkowy, deszczowy wieczór. Właśnie skończyłam odrabiać lekcje i miałam wziąć się za czytanie lektury, ale stwierdziłam, że lepszym rozwiązaniem będzie przemyślenie swojego życia. Wzięłam więc telefon, słuchawki i usiadłam na parapecie. Włączyłam swoją ulubioną listę odtwarzania i spoglądając przez mokre od kropel deszczu okno, zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem. Wiem, że może to wydawać się trochę banalne, bo co rozpieszczona panienka z dobrego domu może wiedzieć o ciężkim życiu. Może nie miałam wielkich kłopotów, ale czułam, że sama nie wiem, czego chcę. Teoretycznie miałam wszystko: dach nad głową, rodzinę, przyjaciół, pieniądze, dobrą reputację, wzorowe stopnie i co najważniejsze - swoją drugą połówkę. Jak się później okazało, w praktyce trochę inaczej to wyglądało. Sama do końca nie wiedziałam, jak wygląda sprawa z Wiktorem, moim chłopakiem. Dogadywaliśmy się i miło spędzaliśmy czas... ale czy to wystarczy? Nie czułam do niego nic nadzwyczajnego, przysłowiowych motylków w brzuchu, nie stresowałam się przed spotkaniami z nim. Jeśli teraz na to patrzę wydaje mi się, że byłam z nim tylko dla zasady, po pierwsze w naszej szkole wśród dziewczyn liczyły się tylko: kasa, ciuchy i przystojny chłopak, po drugie był to syn przyjaciół moich rodziców. Znałam go od dzieciństwa. Nagle zdałam sobie sprawę, że tkwiąc w tym związku ranię i siebie, i jego. Przecież zaslugiwał na kogoś lepszego, ja go tylko oszukiwałam. Wiedziałam już, że muszę to jak najszybciej zakończyć. Z rozmyśleń wyrwał mnie dobrze znajomy, dziecięcy głos:
-Głucha jesteś? Mama kazała Ci otworzyć drzwi, ktoś przyszedł!- wydarł się Antek
-Skoro już się tu przyczłapałeś to nie mogłeś tego zrobić za mnie?
Odwrócił się tylko i wyszedł z pokoju dalej zalegać przed tm durnym telewizorem. Zawsze był faworyzowany. A był przecież tylko trzy lata młodszy. Choć ciągle się kłócimy to i tak kocham go nad życie. Schodząc na dół, myślałam kim może być nasz gość. Całkiem możliwe było też to, że tata zapomniał kluczy. Uchyliłam delikatnie ogromne drzwi, a kiedy zobaczyłam przed sobą dość potężnego policjanta, wpuśiłam go do środka. Ukłonił się grzecznie , przedstawił wypytał mnie o nazwisko itp. i poprosił, żebym zawołała mamę.
-Mamo! Przyszedł policjant i prosi, żebyś do niego zeszła !
- Daj mi chwileczkę, córeczkę. Zrób panu coś do picia, a ja zaraz zejdę.
Zaprosiłam funkcjonariusza do salonu i podałam mu herbatę. Nie wyglądał na szczęśliwego. Na szczęście usłyszałam, że mama schodzi po schodach, więc nie musiałam nawiązywać z nim konwersacji, co mnie niezmiernie ucieszyło. Razem z młodym rozeszliśmy się do swoich pokoi, zostawiając dorosłych samych. Kiedy włączałam komputer, zadzwoniła do mnie babcia z informacją, że zaraz u nas będzie. Wydawało mi się, że głos jej odrobinę drżał, ale nie przywiązałam do tego tak ogromnej uwagi. Zalogowałam się na facebooku i zauważyłam, że na czacie dostępny jest Wiktor. Nie tracąc czasu, napisałam do niego z prośbą o spotkanie jutro po szkole. Odpisał tylko " Bardzo chętnie. ; ) " Chciałam to jak najszybciej zakończyć. Uważałam, że to najlepsze wyjście z tej sytuacji. W tym samym czasie dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki, Kasi. Chwialiła się swoim nowym chłopakiem i tym, jakie wspaniałe ma on auto. Nie miałam ochoty tego słuchać, więc pogratulowałam jej tylko, życzyłam szczęścia i napisałam, że na mnie czas, bo babcia wpadła w odwiedziny. To akurat była prawda, chociaż jej nie musiałam okłamywać. W tym samym czasie do pokoju wparowała zawsze elegancka, siwowłosa staruszka. Teraz na jej zazwyczaj uśmiechniętej twarzy , można było dostrzec smutek. Na początku uznałam to za zmęcznie, ale kiedy postanowiłam dowiedzieć się co jest nie tak, w drzwiach stanęła blada jak trup mama. Zaraz za nią przyszedł Antoś i opadł ciężko na łóżko. On pierwszy przerwał tę krępującą ciszę:
-No, o co chodzi?- zapytał zniecierpliwiony- Właśnie przechodzę na kolejny level.
Kiedy mama chciała wydusić z siebie jakieś słowo, rozpłakała się jak małe dziecko.
- Chodzi o to, że Wasz tata miał wypadek wracając ze spotkania z klientem- zdołała się nieco opanować- samochód zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Tata...- mma wróciła do swojego poprzedniego stanu- nie przeżył. Po 10 min. zostałam sama w pokoju, opadłam na łóżko i polały się łzy. Wiem, że śmierć jest nieunikniona i na każdego z nas przyjdzie czas, ale ta niespodziewana boli znacznie mocniej. Może brzmi to trochę banalnie, ale według mnie tak jest.
Nazajutrz okazało się, że nie był to wypadek a samobójstwo. Tata odebrał sobie życie, ponieważ jego firma była na skraju bankructwa i nie był w stanie utrzymać ogromnego domu z okazałym ogrodem, basenm i kortem tenisowym i co za tym również idzie, zapewnić nam dostatniego życia. Nie mogę zrozumieć, dlaczego zdecydował się na taki radykalny krok, przecież jako rodzina mogliśmy sobie z tym wspólnie poradzić. Niestety,czasu już nie cofnę. Dzień po uroczystym pogrzebie wróciłam do szkoły. Nie był to najlepszy dzień. Choć mieszkamy w Poznaniu, w naszej okolicy plotki szybko się rozchodzą. Przechodząc korytarzem słyszałam szepty dotyczące zdarzeń sprzed tygodnia. Nie czułam się z tym najlepiej. Podejrzewałam jednak, że niebawem będę musiała zrezygnować z tej szkoły, ponieważ nie będzie nas stać na czesne. Trochę mnie to zdołowało, ale być może otwiera się przede mną nowy rozdział w życiu... Mam nadzieję, że lepszy.
Kiedy wróciłam do domu, nikogo nie zastałam. Pani Halinka, nasza gosposia zepewne już u nas nie zagości. Antek był pewnie na treningu piłki nożnej. Chwilę po mnie, do domu wpadła mama. Wydawała się lekko zdenerwowana.
- Wszystko w porządku, mamo?
- Wracam z banku. Na szczęście nie mamy długów, musimy jednak jak najszybciej się stąd wyprowadzić. Nie zostało nam zbyt wiele oszczędności, ale znalazłam już dla nas lokum. Potrzebny będzie mały remont, ale poradzimy sobie.
-Cudownie...-dodałam z udawanym entuzjazmem.
-Jest jednak jeszcze jedna ważna sprawa...
- Wiem, że będę musiała zrezygnować ze szkoły- przerwałam jej- i w pełni to rozumiem. Z resztą sama wiesz, że trudno było zagonić mnie do nauki. Mam nadzieję, że w moim nowym liceum nie będzie tak wysokiego poziomu.
- Córeczko, nauka zawsze będzie na pierwszym miejscu. Ale nie o tym chciałam porozmawiać. Za dwa tygodnie się wyprowadzimy, ale... na Mazury. Do małej wioski.
- Jak to ? Przeiceż to kilkaset kilometrów! Mam teraz to wszystko zostawić? - krzyczałam- Nie możemy zamieszkać jakiś czas u babci? Chociaż na dwa miesiące, aż nie znajdziemy czegoś bliżej.
-Wiesz, że babcia ma tylko jeden pokój, a poza tym przenosi się razem z nami.
No tylko tego mi brakowało ! - pomyślałam- Dwie nadopiekuńcze kobiety w jednym domu.
- Pójdę na spacer- rzuciłam tylko i wybiegłam.
Wychodząc, odwróciłam się, spojrzałam na posesję i zastanowiłam się, jak to wszystko zostawić w tak krótkim czasie. Dom, szkołę , przyjaciół i... Wiktora. Właśnie, Wiktor! Przecież nasze ostatnie spotkanie nie doszło do skutku z wiadomych przyczyn. Wyjęłam telefon i wybrałam jego numer.
-Hej- zaczęłam nieśmiało- Znalazłbyś chwilę na spotkanie?
-Jasne, dla Ciebie zawsze! O której po Ciebie wpaść?
- Nie musisz, będę za 20 min w parku przy fontannie.
- Ok, w takim razie do zobaczenia! Julka...
- Tak?
-Kocham Cię- na szczęście w tej samej chwili się rozłączył.
Szłam znajomymi uliczkami i w końcu zobaczyłam park. Przyspieszyłam nieco kroku, bo zrobiłam sobie mały spacer i byłam trochę spóźniona. Pomyślałam tylko, że czas zamknąć kolejny rozdział mojego życia i idąc przed siebie, nie myślałam już nic.