czwartek, 29 sierpnia 2013

Doświad­cze­nie - naz­wa jaką na­daje­my naszym błędom.

    Trochę długo mnie tu nie było, ale tak wyszło, że zapomniałam o blogu. Mam nadzieję, że kolejna notka Wam się spodoba, więc zapraszam do czytania, komentowania i być może polecania. Pozdrawiam i życzę sukcesów w nadchodzącym nowym roku szkolnym! ; )


   Mimo że próbowałam udawać twardą, nie udawało mi się to. Z kroku na krok byłam bardziej zestresowana. Nie kochałam go, ale nie chciałam go zranić. Traktowałam go jak brata i nie chciałam tracić   z nim kontaktu. Kiedy podniosłam głowę zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego Wiktora.               Widziałam, że cieszy się z naszego spotkania, przez co miałam coraz więcej wątpliwości. No ale nie mogę przecież wiecznie go oszukiwać.       
-Hej, ślicznotko- powiedział wesoło i delikatnie mnie pocałował. 
-Hej, hej- to było wszystko, co w tej chwili umiałam z siebie wydobyć. Po chwili wzięłam się jednak w garść i zaczęłam nieśmiało- Chciałabym z Tobą o czymś porozmawiać...
-Mam się bać?
-No przyznam, że nie będzie to lekka rozmowa...
- Chodź, usiądźmy gdzieś i zaraz dokończysz.
Szliśmy tylko przez kilka minut, cztery, może pięć, ale wydawałoby się, że trwają wiele godzin. Panowała niezręczna cisza, nie spoglądaliśmy na siebie, po prostu szliśmy prosto.                                                       W pewnym momencie nie mogłam już wytrzymać, więc zaczęłam rozmowę:
-Słuchaj...
-No, jesteśmy na miejscu. Myślę, że wiem o co chodzi, ale kontunuuj...
-Wiesz, że ostatnio nie wszystko układa się tak, jakbym chciała. Przez to więcej myślę. Doceniam to,          że jesteś dla mnie takim ogromnym wsparciem, ale...
-Ale nie jestem dla ciebie nikim więcej niż przyjacielem. Rozumiem.  Od jakiegoś czasu czułem, że niedługo przeprowadzimy taką rozmowę. Nigdy nie byłaś i na pewno nie będziesz mi obojętna. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Niezależnie od tego, co będzie się działo za kilka dni, miesięcy. Nie chcę Cię tylko stracić, bo tego bym nie zniósł. Możesz mi to obiecać? 
Oczy miałam pełne łez, więc przytuliłam się do niego, żeby się uspokoić. 
- Obiecuję... Nie będzie to takie łatwe, bo wyprowadzamy się na Mazury, ale nie chcę stracić z Tobą kontaktu.
Siedzieliśmy tak objęci do wieczora. Czułam się bezpiecznie. Mimo że nie byliśmy już parą, nadal byliśmy ze sobą blisko, może nawet bliżej niż wcześniej. Kiedy zaczynało się coraz bardziej ściemniać, Wiktor odprowadził mnie do domu. Na pożegnanie pocałował mnie w czoło i rzucił tylko: „Trzymaj się mała, jak coś to dzwoń!”. Nie odpowiedziałam nic, tylko uśmiechnęłam się do siebie i weszłam do środka.
     Rozejrzałam się po domu i uświadomiłam sobie, że za dwa tygodnie będę musiała opuścić to miejsce. Miejsce przepełnione wspomnieniami dotyczącymi mojej rodziny. Nie było mi z tym dobrze. To tutaj stawiałam swoje pierwsze kroki, powiedziałam pierwsze słowo, codziennie się śmiałam, czasem płakałam. To miejsce było częścią mnie. Poszłam prosto do swojego pokoju, ustawiłam budzik na wcześniejszą godzinę, żeby rano wziąć szybki prysznic, rzuciłam się na łózko i usnęłam.
     Usłyszałam tylko ten irytujący dźwięk, który oznajmił mi, że czas wstać. Ja jednak nie miałam ochoty, chciałam zostać w łóżku i trochę się nad sobą poużalać. W głębi duszy wiedziałam, że to nie jest dobre rozwiązanie i powinnam ruszyć swój tyłek, wyszykować się i wyjść do szkoły. 
     Godzinę później siedziałam w swojej ławce, czekając na pierwszy dzwonek. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, cały czas czułam na sobie pełne pogardy i litości spojrzenia. Z całej tej nędznej, „elitarnej” społeczności tylko Magda do mnie podeszła. Nawet Kasia, moja „przyjaciółka” nie raczyła się do mnie odezwać.  Jeden szczery i ciepły uśmiech Madzi wystarczył, albym poczuła się lepiej. 
- Zjedz coś.- powiedziała, stawiając przede mną pudełko z owocami i kanapkę- Jeśli chcesz mogę Ci skoczyć po kawę czy coś…
-Nie, nie, nie trzeba- starałam się odwzajemnić uśmiech. 
-Wiem, że to trochę głupie pytanie, ale jak się trzymasz? Możesz się u mnie zatrzymać na kilka dni, jeśli chcesz… Nie powinnaś teraz siedzieć sama.
-Dziękuję bardzo, jesteś kochana, ale nie powinnam teraz zostawiać mamy samej.
-Jasne, rozumiem. Ale pamiętaj, że możesz do mnie wpaść niezależnie od dnia i godziny- znowu zobaczyłam te piękne, białe zęby, po czym Magda odeszła na swoje miejsce wystraszona spojrzeniem nauczyciela, który właśnie pojawił się w sali.
        Po skończonej lekcji poszłam do szafki, żeby odłożyć niepotrzebne książki. Tam czekała na mnie miła niespodzianka. Kiedy ją otworzyłam, wyskoczył na mnie ogromny pluszak, który w swoich miękkich łapkach trzymał pięknie zdobioną kopertę. W środku znalazłam liścik:  

              „On będzie miał na Ciebie oko, nie zapominaj o jednej ważnej rzeczy. 
               Czekam w parku o 18, ubierz się ciepło, ofermo J.
                                                                Wiktor”      
Ten mały gest sprawił, ze poczułam się szczęśliwa i wyjątkowa. Pozwolił mi wytrwać przez te kilka godzin w szkole, kiedy to co chwilę spoglądałam na różową karteczkę. Po zajęciach artystycznych wzięłam maskotkę z szafki i popędziłam do domu, żeby się przebrać i pobyć chwilę z mamą, może nawet z Antkiem. Po godzinie byłam już w drodze do parku. Spotkaliśmy się tam, gdzie wczoraj. Choć wydawało się podobnie, wiele się zmieniło. Wciąż jednak cieszyłam się, kiedy widziałam jego wesołą, uśmiechniętą twarz, która witała mnie tak samo, bez względu na sytuację. Czułam, że to za tym widokiem będę tęsknić najbardziej. Podbiegłam do mojego „brata” i rzuciłam mu się na szyję.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

...i sza­ry świt pot­ra­fi olśnić feerią barw- wys­tar­czy zmrużyć oczy...

Hej ! Mam na imię Patrycja. ; ) Na moim blogu będziecie mogli śledzić losy szesnastoletniej Julki, która przekonała się, że nic w życiu nie trwa wiecznie i że nie wszystko układa się po naszej myśli. Mam nadzieję, że sprostam Waszym oczekiwaniom. Z góry przepraszam na wszystkie błędy, których nie zauważyłam. ;- )
Życzę miłej lektury,
Patrycja.


        Teraz już wiem, że wszytsko może zmienić się jednej chwili, nawet w najmniej oczekiwanym momencie... Doświadczyłam tego na własnej skórze. Do tej pory miałam wszystko, czego tylko chciałam. Ojciec miał własną,jak mi się do tej pory wydawało, dobrze prosperującą firmę, mama nie pracowała, bo nie musiała.
       Był wtorkowy, deszczowy wieczór. Właśnie skończyłam odrabiać lekcje i miałam wziąć się za czytanie lektury, ale stwierdziłam, że lepszym rozwiązaniem będzie przemyślenie swojego życia. Wzięłam więc telefon, słuchawki i usiadłam na parapecie. Włączyłam swoją ulubioną listę odtwarzania i spoglądając przez mokre od kropel deszczu okno, zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem. Wiem, że może to wydawać się trochę banalne, bo co rozpieszczona panienka z dobrego domu może wiedzieć o ciężkim życiu. Może nie miałam wielkich kłopotów, ale czułam, że sama nie wiem, czego chcę. Teoretycznie miałam wszystko: dach nad głową, rodzinę, przyjaciół, pieniądze, dobrą reputację, wzorowe stopnie i co najważniejsze - swoją drugą połówkę. Jak się później okazało, w praktyce trochę inaczej to wyglądało. Sama do końca nie wiedziałam, jak wygląda sprawa z Wiktorem, moim chłopakiem. Dogadywaliśmy się i miło spędzaliśmy czas... ale czy to wystarczy? Nie czułam do niego nic nadzwyczajnego, przysłowiowych motylków w brzuchu, nie stresowałam się przed spotkaniami z nim. Jeśli teraz na to patrzę wydaje mi się, że byłam z nim tylko dla zasady, po pierwsze w naszej szkole wśród dziewczyn liczyły się tylko: kasa, ciuchy i przystojny chłopak, po drugie był to syn przyjaciół moich rodziców. Znałam go od dzieciństwa. Nagle zdałam sobie sprawę, że tkwiąc w tym związku ranię i siebie, i jego. Przecież zaslugiwał na kogoś lepszego, ja go tylko oszukiwałam. Wiedziałam już, że muszę to jak najszybciej zakończyć.  Z rozmyśleń wyrwał mnie dobrze znajomy, dziecięcy głos:
-Głucha jesteś? Mama kazała Ci otworzyć drzwi, ktoś przyszedł!- wydarł się Antek
-Skoro już się tu przyczłapałeś to nie mogłeś tego zrobić za mnie?
Odwrócił się tylko i wyszedł z pokoju dalej zalegać przed tm durnym telewizorem. Zawsze był faworyzowany. A był przecież tylko trzy lata młodszy. Choć ciągle się kłócimy to i tak kocham go nad życie. Schodząc na dół, myślałam kim może być nasz gość. Całkiem możliwe było też to, że tata zapomniał kluczy. Uchyliłam delikatnie ogromne drzwi, a kiedy zobaczyłam przed sobą dość potężnego policjanta, wpuśiłam go do środka. Ukłonił się grzecznie , przedstawił wypytał mnie o nazwisko itp. i poprosił, żebym zawołała mamę.
-Mamo! Przyszedł policjant i prosi, żebyś do niego zeszła !
- Daj mi chwileczkę, córeczkę. Zrób panu coś do picia, a ja zaraz zejdę.
Zaprosiłam funkcjonariusza do salonu i podałam mu herbatę. Nie wyglądał na szczęśliwego. Na szczęście usłyszałam, że mama schodzi po schodach, więc nie musiałam nawiązywać z nim konwersacji, co mnie niezmiernie ucieszyło. Razem z młodym rozeszliśmy się do swoich pokoi, zostawiając dorosłych samych. Kiedy włączałam komputer, zadzwoniła do mnie babcia z informacją, że zaraz u nas będzie. Wydawało mi się, że głos jej odrobinę drżał, ale nie przywiązałam do tego tak ogromnej uwagi. Zalogowałam się na facebooku i zauważyłam, że na czacie dostępny jest Wiktor. Nie tracąc czasu, napisałam do niego z prośbą o spotkanie jutro po szkole. Odpisał tylko " Bardzo chętnie. ; ) " Chciałam to jak najszybciej zakończyć. Uważałam, że to najlepsze wyjście z tej sytuacji.  W tym samym czasie dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki, Kasi. Chwialiła się swoim nowym chłopakiem i tym, jakie wspaniałe ma on auto. Nie miałam ochoty tego słuchać, więc pogratulowałam jej tylko, życzyłam szczęścia i napisałam, że na mnie czas, bo babcia wpadła w odwiedziny. To akurat była prawda, chociaż jej nie musiałam okłamywać. W tym samym czasie do pokoju wparowała zawsze elegancka, siwowłosa staruszka. Teraz na jej zazwyczaj uśmiechniętej twarzy , można było dostrzec smutek. Na początku uznałam to za zmęcznie, ale kiedy postanowiłam dowiedzieć się co jest nie tak, w drzwiach stanęła blada jak trup mama. Zaraz za nią przyszedł Antoś i opadł ciężko na łóżko. On pierwszy przerwał tę krępującą ciszę:
-No, o co chodzi?- zapytał zniecierpliwiony- Właśnie przechodzę na kolejny level.
Kiedy mama chciała wydusić z siebie jakieś słowo, rozpłakała się jak małe dziecko.
- Chodzi o to, że Wasz tata miał wypadek wracając ze spotkania z klientem- zdołała się nieco opanować- samochód zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Tata...-  mma wróciła do swojego poprzedniego stanu- nie przeżył. Po 10 min. zostałam sama w pokoju, opadłam na łóżko i polały się łzy. Wiem, że śmierć jest nieunikniona i na każdego z nas przyjdzie czas, ale ta niespodziewana boli znacznie mocniej. Może brzmi to trochę banalnie, ale według mnie tak jest.
Nazajutrz okazało się, że nie był to wypadek a samobójstwo. Tata odebrał sobie życie, ponieważ jego firma była na skraju bankructwa i nie był w stanie utrzymać ogromnego domu z okazałym ogrodem, basenm i kortem tenisowym i co za tym również idzie, zapewnić nam dostatniego życia. Nie mogę zrozumieć, dlaczego zdecydował się na taki radykalny krok, przecież jako rodzina mogliśmy sobie z tym wspólnie poradzić. Niestety,czasu  już nie cofnę.                                                                            Dzień po uroczystym pogrzebie wróciłam do szkoły. Nie był to najlepszy dzień.  Choć mieszkamy w Poznaniu, w naszej okolicy plotki szybko się rozchodzą. Przechodząc korytarzem słyszałam szepty dotyczące zdarzeń sprzed tygodnia. Nie czułam się z tym najlepiej. Podejrzewałam jednak, że niebawem będę musiała zrezygnować z tej szkoły, ponieważ nie będzie nas stać na czesne. Trochę mnie to zdołowało, ale być może otwiera się przede mną nowy rozdział w życiu... Mam nadzieję, że lepszy.

 Kiedy wróciłam do domu, nikogo nie zastałam. Pani Halinka, nasza gosposia zepewne już u nas nie zagości. Antek był pewnie na treningu piłki nożnej. Chwilę po mnie, do domu wpadła mama. Wydawała się lekko zdenerwowana.
- Wszystko w porządku, mamo?
- Wracam z banku. Na szczęście nie mamy długów, musimy jednak jak najszybciej się stąd wyprowadzić. Nie zostało nam zbyt wiele oszczędności, ale znalazłam już dla nas lokum. Potrzebny będzie mały remont, ale poradzimy sobie.
-Cudownie...-dodałam z udawanym entuzjazmem.
-Jest jednak jeszcze jedna ważna sprawa...
- Wiem, że będę musiała zrezygnować ze szkoły- przerwałam jej- i w pełni to rozumiem. Z resztą sama wiesz, że trudno było zagonić mnie do nauki. Mam nadzieję, że w moim nowym liceum nie będzie tak wysokiego poziomu.
- Córeczko, nauka zawsze będzie na pierwszym miejscu. Ale nie o tym chciałam porozmawiać. Za dwa tygodnie się wyprowadzimy, ale... na Mazury. Do małej wioski.
- Jak to ? Przeiceż to kilkaset kilometrów! Mam teraz to wszystko zostawić? - krzyczałam- Nie możemy zamieszkać jakiś czas u babci? Chociaż na dwa miesiące, aż nie znajdziemy czegoś bliżej.
-Wiesz, że babcia ma tylko jeden pokój, a poza tym przenosi się razem z nami.
No tylko tego mi brakowało ! - pomyślałam- Dwie nadopiekuńcze kobiety w jednym domu.
- Pójdę na spacer- rzuciłam tylko i wybiegłam.
Wychodząc, odwróciłam się, spojrzałam na posesję i zastanowiłam się, jak to wszystko zostawić w tak krótkim czasie. Dom, szkołę , przyjaciół i... Wiktora. Właśnie, Wiktor! Przecież nasze ostatnie spotkanie nie doszło do skutku z wiadomych przyczyn. Wyjęłam telefon i wybrałam jego numer.
-Hej- zaczęłam nieśmiało- Znalazłbyś chwilę na spotkanie?
-Jasne, dla Ciebie zawsze! O której po Ciebie wpaść?
- Nie musisz, będę za 20 min w parku przy fontannie.
- Ok, w takim razie do zobaczenia! Julka...
- Tak?
-Kocham Cię- na szczęście w tej samej chwili się rozłączył.
Szłam znajomymi uliczkami i w końcu zobaczyłam park. Przyspieszyłam nieco kroku, bo zrobiłam sobie mały spacer i byłam trochę spóźniona. Pomyślałam tylko, że czas zamknąć kolejny rozdział mojego życia i idąc przed siebie, nie myślałam już nic.